Happy New Year!

Kolejny Nowy Rok. Kolejne podsumowanie przeszłości. Kolejne postanowienia na przyszłość. A bilans taki sobie. Ale zawsze jest nadzieja, że będzie lepiej, musi być lepiej, inaczej nie wstałabym z łóżka i nie rozpoczęła dnia od codziennej gimnastyki. To poprawia nie tylko kondycję ciała i rozluźnia mięśnie, ale też poprawia samopoczucie psychiczne. Najważniejsze, to myśleć pozytywnie, a wszystko się fajnie poukłada jak obrazek z puzli.

Tak sobie postanawiam. To będzie

HAPPY

New Year!

Reklamy

O, ja pierniczę …! Święta???

***

Już od kilku tygodni w domu unosi się zapach pieczonych pierników. I od kilku tygodni już „czujemy” te święta. Pierników z dnia na dzień ubywa, bo codziennie zjadamy po kilkanaście, lub rozdajemy w prezencie znajomym. Nawet obawiam się, czy ciasteczek wystarczy nam na tych kilka swiątecznych dni :/

 

No cóż młode pokolenie musi się wykazać i na pewno z chęcią ugniecie następną porcję ciasta. Tym bardziej, że kupiłam w sklepie internetowym jej upatrzone i wymarzone foremki do ciasta. 

 

IMG_0027

A to są pierniczki udekorowane przez Emilkę w pracowni piernikowej. Tak piękne, że aż szkoda zjeść. Aktualnie leżą i stanowią dekorację świąteczną. Kto wie, co się z nimi później stanie? 

 

Tymczasem życzę wesołych, spokojnych i rodzinnych Świąt! My tak będziemy je spędzać … razem, radośnie i leniwie … z piernikami, gorącą herbatą z miodem i imbirem. 

Będziemy nadrabiać zaległości z cyklu „Mamo pobawisz się ze mną?”, bo w zwykłe dni nie  ma za dużo czasu. 

🙂

 

Niespodzianka.

Lekcje skończyła kilkanaście minut po 12-tej. Idąc do domu wstąpiła do pobliskiej piekarni. Poprosiła o jej ulubioną mufinkę. Ale pomyślała, że jej mamixś też będzie chciała spróbować przysmaku. Poprosiła więc o drugą. Szła dumnie trzymając w dłoni dwie zapakowane mufinki. Weszła do kuchni, położyła mufinki na talerzykach.

– Mamuś, usiądź i zamknij oczy, zaraz zrobię Ci Niespodziankę.

– Dobrze, już zamykam. Wyobraź sobie, że mnie tu nie ma.

Słyszę jak włącza elektryczny czajnik, wyjmuje filiżanki – nasze ulubione, międzyczasie pyta:

– Mamuś jaką chcesz herbatę?

– Czarną – odpowiadam. Słyszę jak przesuwa krzesło, staje na nim i sięga po pudełko pełne torebek z ekspresową herbatą, chwilę mocuje się z nim.

Wreszcie woda zawrzała. Emilka zalewa nią herbatę.

– Mamuś, kiedy wyjąć te torebki?

– Jeśli woda zabarwi się na intensywny brązowy kolor, to znaczy, że można je wyjąć z filiżanek – odpowiadam, cały czas mając zamknięte oczy i czekając na … Niespodziankę.

Filiżanki pojawiają się na stole, obok mufinek.

– Mamuś, możesz otworzyć już oczy. Niespodzianka gotowa! T a d a m m m m ….

– Kochanie, mamusia jest dumna z Ciebie! Niespodziewałam się takiej Niespodzianki, ale mnie zaskoczyłać…..

***

Mufinki były przepyszny, herbatka zrobiona przez córkę jeszcze lepsza. To  są najcudowniejsze chwile spędzone z dzieckiem podczas naszej „afternoon tea”.

Polecam!

🙂

 

 

 

Jestem DUMNA.

Dzisiaj byłam bardziej zmęczona niż zwykle. Dwutygodniowa, codzienna rehabilitacja dała się we znaki. Położyłam się na kanapie, Emilka usiadła obok mnie i czytała swoją książkę o Harrym Potterze. Przysnęłam na chwilkę. Ocknęłam się kiedy pralka skończyła prać. Emilka nie czekając na przyjście babci lub moją pomoc powiedziała tylko:

– Mamuś, Ty sobie jeszcze odpoczywaj, a ja to rozwieszę!

– Na pewno? Ja Ci pomogę – odpowiedziałam.

– Tak, na pewno. Ja SAMA to zrobię – dodała kategorycznie.

Nie mogłam jej odebrać tej przyjemności pomagania mi. Ma niespełna 9 lat, a czasami jej postawa zdumiewa mnie i wprawia w osłupienie, czasem w zakłopotanie. I zastanawiam się czy takie dziecko powinno wykonywać tyle czynności domowych z własnej woli? Nie wiem, ale jak widzę tę iskierkę szczęścia w jej oku i uśmiech na twarzy, to jestem dumna z takiej córki.  I w głębi serca mówię: „Dziękuję Ci Boże za  to, że jest ze mną, a ja z nią. Na dobre i na złe.”

 

Akcja + Reakcja = Rehabilitacja.

***

– Mamuś, mogę wziąć sobie tę bransoletkę? – Córka wskazuje na jedną z kilku wyjętych z paczki błyskotek.

– Nie, nie możesz. To są rzeczy cioci, ona je zrobiła dla mnie,  a ja muszę je sprzedać. Uzbierane w ten sposób pieniążki przeznaczę na leczenie i rehabilitację. – Odpowiedziałam.

– To ile ta bransoletka kosztuje? Bardzo mi się podoba. Chcę ją mieć.

– 30 zł.

– Dobrze, dam Ci je ze swoich kieszonkowych.

– Na pewno chcesz zapłacić?

– Tak, będziesz miała na ćwiczenia.

***

Ot, taka „rozmowa biznesowa” córki z matką.

🙂

Więcej o naszym projekcie „Akcja + Reacja = Rehabilitacja”  przeczytasz w następnych postach.

AKCJA REHABILITACJA_1

Carpe diem …

9 czerwca już miną. Chciałam tego dnia zrobić wpis na bloga, i jakoś nie było okazji. Chyba celowo odwlekałam tę chwilę, aż do dzisiaj. Dzień wcześniej, 8 czerwca już nie byłam w dobrym nastroju. Chodziłam jak „zbity pies” i warczałam na wszystkich. Wieczorem usiadłam na kanapie i dotarło do mnie, że jutro jest TEN dzień. Po raz pierwszy od dłuższego czasu totalnie się „rozkleiłam”. Pytałam samą siebie:

Dlaczego dostałam udaru?

Dlaczego nie mogę normalnie chodzić?

Dlaczego nie ruszam ręką?

Daczego nie wyglądam jak inne matki, żony, kobiety?

Dlaczego nie mogę zrobić sama wielu rzeczy?

Dlaczego wciąż muszę prosiś wszystkich o wszystko?

Dlaczego muszę na wszystko czekać?

Dlaczego nie mogę decydować sama za siebie?

Dlaczego wtedy nie umarłam, chociaż wszystko na to wskazywało, że powinnam była umrzeć na stole operacyjnym?

Dlaczego …?

Dlaczego ….?

Dlaczego ….?

****

9 czerwca 2018 roku obudziłam się jak zwykle około 6.00. Mąż zrobił śniadanie, poszedł do pracy, Emilka wybierała się do szkoły. Zostałam sama, popatrzyłam na zegar, a moje myśli przeniosły się w czasie do 9 czerwca 2010 roku. O tej porze jadłam śniadanie, przewijałam córkę, karmiłam ją piersią, ubierałam, miałyśmy wychodzić z mieszkania i się zaczęło …. moje nowe, drugie, bardziej wymagające, inne, ale …

ŻYCIE.

***

20180518_113742

Emilka zawsze widzi we mnie sprawną, uśmiechniętą i jej kochaną mamusię; dostępną i gotową na każde zawołanie. Kiedy chce, to patrzę na nią; kiedy chce, to jej słucham; kiedy chce, to ją przytulam i nigdy nie mówię ZARAZ, ZA CHWILĘ, MOŻE PÓŹNIEJ!

Dlaczego?

…. bo nie wiem, czy zaraz, za chwilę, później … jeszcze będę żyć!

Dlatego ….

CARPE DIEM!!!

🙂

 

Dzień Dziecka :)

Dzień Dziecka spędziłyśmy dziecinnie, bawiąc się. Dwie rakietki, lotka i dwie osoby do gry. Wypadło na mamusię. Nie mogłam odmówić. Stanęłam na wysokości zadania, chociaż nie było łatwo. Chwiałam się jak drzewo na wietrze, bałam się, że jeden fałszywy ruch, będzie po mnie i gruchnę na ziemię, ale nie poddałam się. Badminkton w moim wydaniu wyglądał przekomicznie, bo stałam w miejscu i odbijałam tylko lotkę, ale moje dziecko miało ogromną radość z tego, że gra z mamusią. Komentarz do tej naszej wspólnej zabawy był niesamowity. W pewnym momencie Emilka mówi: „Oooo, cool’awa gra!!!”. A uśmiech na jej twarzy był bezcenny!

I za to ją kocham!!!

 

Na każdym etapie mojej niepełnosprawności i mojej rehabilitacji towarzyszy mi córka. To ona jest promykiem słońca, który rozświetla pochmurne dni mojego egzystowania. Od początku była ze mną, a ja z nią. Każda minuta spędzona razem była i jest dla mnie jak godzina w gabinecie u psychologa. To ona daje mi siłę do przetrwania najtrudniejszych momentów i kryzysów. To dla niej żyję i ciągle chcę coś robić ze swoim kalekim ciałem i życiem. To dla niej codziennie zmieniam się w lepszą mamę i lepszego człowieka. To wszystko dla niej ….