Niepewność.

Był to 33 dzień cyklu. Już wcześniej miałam podobne opóźnienia, więc nie popadałam w euforię, chociaż czułam się inaczej niż zazwyczaj. Nie chciałam po raz kolejny się rozczarować. W drodze do pracy wstąpiłam do apteki i kupiłam test ciążowy.  Siedząc w pracy jak na szpilkach, przy najbliższej nadarzającej się okazji wzięłam torebkę i poszłam do łazienki. Była godzina jedenasta. Rozpakowałam pudełko, przeczytałam szybko instrukcję obsługi. Jedna różowa kreska – brak ciąży, dwie różowe kreski – ciąża. Pierwszy raz wykonywałam coś takiego. Ręce mi drżały. Postępowałam zgodnie ze wskazówkami. Czekałam, czekałam, czekałam i czekałam. Były to najdłuższe dwie minuty w moim życiu. Czas ciągnął się w nieskończoność. Ok, pojawiła się jedna kreska. Czekałam jeszcze chwilę. Druga minuta mijała. W miejscu, gdzie powinna pojawić się moja upragniona druga kreska coś się zaczynało klarować. Odczekam kolejną minutę. Ta druga linia zaczynała przybierać na kolorze. Była coraz intensywniejsza. Tak. Pojawiły się dwie grube kreski na teście. Przeczytałam jeszcze raz instrukcję. Nie miałam już żadnych wątpliwości. Byłam w ciąży! Robiło mi się na zmianę ciepło i zimno, zimno i ciepło, a nogi uginały się, kiedy wracałam do pokoju. Usiadłam w fotelu przed komputerem, wzięłam dwa głębokie oddechy. Nie mogłam uwierzyć w to, że oto moje marzenie zaczyna się spełniać.  Wypiłam kilka łyków herbaty, aby ochłonąć. Powoli docierała do mnie ta myśl, że wreszcie zostanę mamą. Po pracy wstąpiłam jeszcze raz do tej samej apteki i kupiłam drugi test, tak dla pewności. 

🙂

DSC00220

DSC00221
kwiecień  2009

 

 

 

 

Reklamy

Łzy …

 Nie wiem, czy to były łzy szczęścia, łzy rozpaczy, czy bezsilności. Klęczałam w kościelnej ławce i w momencie, kiedy moje dziecko przyjmowało pierwszą komunię świętą popłakałam się. Patrzyłam na nią, a łzy jak krople deszczu płynęły po policzkach, kapały na sukienkę, a ja siedziałam i wspominałam, rozmyślałam  … dziękowałam. Wspominałam chwile, kiedy prawie osiem lat temu trzymałam córkę na rękach, a ksiądz polewał jej maleńką główkę wodą święconą. Myślałam, że gdybym – osiem lat temu, tydzień po chrzcie dziecka – umarła podczas wylewu, nie miałabym okazji przeżyć kolejnej ważnej uroczystości w życiu mojej córki. Dziękowałam Bogu, że jestem jeszcze tu na ziemi, bo mam wiele do zrobienia. Pomimo mojego kalectwa, pomimo wielu trudności. Nie poddaje się. Mam do spełnienia misję … a dobrzy ludzie wciąż mi pomagają.

***

To jednak były łzy szczęścia.

20180513_120243
Mami&Emi

Mamusia w obiektywie.

Sobotnie popołudnie na działce. Emilka postanowiła zabawić się w „fotografkę”. Mamusia lubi się fotografować. Nie przeszkadza jej to, jak wygląda, po prostu dobrze się bawi ze swoją córeczką Emileczką 🙂

 

Dla zabieganych.

Śpieszymy się wszędzie. Ciągle jesteśmy gdzieś spóźnieni. Stale brakuje nam na wszystko czasu, a koniec rozliczenia się z fiskusem jest już blisko. Jeszcze tylko dwa tygodnie macie na to, aby wywiązać się z tego obowiązku. Dwa tygodnie na to, aby zdecydować o przekazaniu 1% z podatku, który i tak należy zwrócić do Skarbu Państwa. Bo to, że trzeba płacić podatki i umrzeć, jest pewne jak „Amen” na końcu pacierza!

grafika_ewa_sta-mach.001

 

Święta tuż, tuż …

Chociaż zima nie daje za wygraną i za  oknem od rana pada śnieg, u nas przygotowania do Świąt Wielkanocnych idą pełną parą. Babcia z Emilką upiekły ciasto, tradycyjnego mazurka. A Mamusia przekazywała pozytywną energię i wspierała duchowo zdolne „ciastkarki”. Uwieczniła na fotografiach tę miłą chwilę, kiedy trzy pokolenia kobiet są razem i pomagają sobie nawzajem. Najmłodsze bardzo się angażowało … w podjadaniu wszystkiego, co słodkie.  Jutro zrobimy polewę czekoladową i będziemy dekorować to, co wyszło z piekarnika. Uwielbiam czas przed świętami.

***

Tymczasem życzę wesołych i spokojnych świąt!

🙂

 

 

Pobudka, wstawaj …

***
– Mama, mamuś wstawaj! Dziś są Twoje urodziny. Zapomniałaś? Mamy dla Ciebie prezent, ale nie mów tatusiowi, że wiesz, bo to jest niespodzianka!
Kochana córeczka. Zawsze rozweseli mnie i przestawi moje życie na pozytywne tory myślowe. No to ruszamy w kolejną roczną podróż do następnych urodzin. Prosto przed siebie, bez zbędnego pośpiechu.

***

Ps. A najpiękniejszym prezentem jaki dostałam od losu jest ona sama. Codziennie o tym pamiętam.

img_0685
Mami&Emi