Niespodzianka.

Lekcje skończyła kilkanaście minut po 12-tej. Idąc do domu wstąpiła do pobliskiej piekarni. Poprosiła o jej ulubioną mufinkę. Ale pomyślała, że jej mamixś też będzie chciała spróbować przysmaku. Poprosiła więc o drugą. Szła dumnie trzymając w dłoni dwie zapakowane mufinki. Weszła do kuchni, położyła mufinki na talerzykach.

– Mamuś, usiądź i zamknij oczy, zaraz zrobię Ci Niespodziankę.

– Dobrze, już zamykam. Wyobraź sobie, że mnie tu nie ma.

Słyszę jak włącza elektryczny czajnik, wyjmuje filiżanki – nasze ulubione, międzyczasie pyta:

– Mamuś jaką chcesz herbatę?

– Czarną – odpowiadam. Słyszę jak przesuwa krzesło, staje na nim i sięga po pudełko pełne torebek z ekspresową herbatą, chwilę mocuje się z nim.

Wreszcie woda zawrzała. Emilka zalewa nią herbatę.

– Mamuś, kiedy wyjąć te torebki?

– Jeśli woda zabarwi się na intensywny brązowy kolor, to znaczy, że można je wyjąć z filiżanek – odpowiadam, cały czas mając zamknięte oczy i czekając na … Niespodziankę.

Filiżanki pojawiają się na stole, obok mufinek.

– Mamuś, możesz otworzyć już oczy. Niespodzianka gotowa! T a d a m m m m ….

– Kochanie, mamusia jest dumna z Ciebie! Niespodziewałam się takiej Niespodzianki, ale mnie zaskoczyłać…..

***

Mufinki były przepyszny, herbatka zrobiona przez córkę jeszcze lepsza. To  są najcudowniejsze chwile spędzone z dzieckiem podczas naszej „afternoon tea”.

Polecam!

🙂

 

 

 

Reklamy

Akcja + Reakcja = Rehabilitacja.

Nie wahaj się kupić małego drobiazgu w ramach mojej akcji. Te bransoletki, łańcuszki są naprawdę śliczne. Może nie masz pomysłu na prezent dla przyjaciółki? To jest świetny moment, aby kupić jej biżuterię, a przy okazji pomożesz mi w leczeniu. Nieustannie jestem szaloną marzycielką i wciąż mam szansę na poprawę mojego stanu zdrowia. Nieważne, że powrócę do sprawności fizycznej za 5 lub 10 lat. Dla mnie ważne jest, że wciąż to jest REALNE.  Nie odbierajcie mi tej nadziei :).

Poprzedni zestaw bransoletek sprzedał się, chociaż nie w 100%. Opłaciłam za te pieniądze dwie godziny ćwiczeń z rehabilitantką, czyli 2*100 zł.

 

AKCJA REHABILITACJA_1

 

 

 

 

Jestem DUMNA.

Dzisiaj byłam bardziej zmęczona niż zwykle. Dwutygodniowa, codzienna rehabilitacja dała się we znaki. Położyłam się na kanapie, Emilka usiadła obok mnie i czytała swoją książkę o Harrym Potterze. Przysnęłam na chwilkę. Ocknęłam się kiedy pralka skończyła prać. Emilka nie czekając na przyjście babci lub moją pomoc powiedziała tylko:

– Mamuś, Ty sobie jeszcze odpoczywaj, a ja to rozwieszę!

– Na pewno? Ja Ci pomogę – odpowiedziałam.

– Tak, na pewno. Ja SAMA to zrobię – dodała kategorycznie.

Nie mogłam jej odebrać tej przyjemności pomagania mi. Ma niespełna 9 lat, a czasami jej postawa zdumiewa mnie i wprawia w osłupienie, czasem w zakłopotanie. I zastanwiam się czy takie dziecko powinno wykonywać tyle czynności domowych z własnej woli? Nie wiem, ale jak widzę tę iskierkę szczęścia w jej oku i uśmiech na twarzy, to jestem dumna z takiej córki.  I w głębi serca mówię: „Dziękuję Ci Boże za  to, że jest ze mną, a ja z nią. Na dobre i na złe.”

 

Akcja + Reakcja = Rehabilitacja.

***

– Mamuś, mogę wziąć sobie tę bransoletkę? – Córka wskazuje na jedną z kilku wyjętych z paczki błyskotek.

– Nie, nie możesz. To są rzeczy cioci, ona je zrobiła dla mnie,  a ja muszę je sprzedać. Uzbierane w ten sposób pieniążki przeznaczę na leczenie i rehabilitację. – Odpowiedziałam.

– To ile ta bransoletka kosztuje? Bardzo mi się podoba. Chcę ją mieć.

– 30 zł.

– Dobrze, dam Ci je ze swoich kieszonkowych.

– Na pewno chcesz zapłacić?

– Tak, będziesz miała na ćwiczenia.

***

Ot, taka „rozmowa biznesowa” córki z matką.

🙂

Więcej o naszym projekcie „Akcja + Reacja = Rehabilitacja”  przeczytasz w następnych postach.

AKCJA REHABILITACJA_1

Carpe diem …

9 czerwca już miną. Chciałam tego dnia zrobić wpis na bloga, i jakoś nie było okazji. Chyba celowo odwlekałam tę chwilę, aż do dzisiaj. Dzień wcześniej, 8 czerwca już nie byłam w dobrym nastroju. Chodziłam jak „zbity pies” i warczałam na wszystkich. Wieczorem usiadłam na kanapie i dotarło do mnie, że jutro jest TEN dzień. Po raz pierwszy od dłuższego czasu totalnie się „rozkleiłam”. Pytałam samą siebie:

Dlaczego dostałam udaru?

Dlaczego nie mogę normalnie chodzić?

Dlaczego nie ruszam ręką?

Daczego nie wyglądam jak inne matki, żony, kobiety?

Dlaczego nie mogę zrobić sama wielu rzeczy?

Dlaczego wciąż muszę prosiś wszystkich o wszystko?

Dlaczego muszę na wszystko czekać?

Dlaczego nie mogę decydować sama za siebie?

Dlaczego wtedy nie umarłam, chociaż wszystko na to wskazywało, że powinnam była umrzeć na stole operacyjnym?

Dlaczego …?

Dlaczego ….?

Dlaczego ….?

****

9 czerwca 2018 roku obudziłam się jak zwykle około 6.00. Mąż zrobił śniadanie, poszedł do pracy, Emilka wybierała się do szkoły. Zostałam sama, popatrzyłam na zegar, a moje myśli przeniosły się w czasie do 9 czerwca 2010 roku. O tej porze jadłam śniadanie, przewijałam córkę, karmiłam ją piersią, ubierałam, miałyśmy wychodzić z mieszkania i się zaczęło …. moje nowe, drugie, bardziej wymagające, inne, ale …

ŻYCIE.

***

20180518_113742

Emilka zawsze widzi we mnie sprawną, uśmiechniętą i jej kochaną mamusię; dostępną i gotową na każde zawołanie. Kiedy chce, to patrzę na nią; kiedy chce, to jej słucham; kiedy chce, to ją przytulam i nigdy nie mówię ZARAZ, ZA CHWILĘ, MOŻE PÓŹNIEJ!

Dlaczego?

…. bo nie wiem, czy zaraz, za chwilę, później … jeszcze będę żyć!

Dlatego ….

CARPE DIEM!!!

🙂

 

Dzień Dziecka :)

Dzień Dziecka spędziłyśmy dziecinnie, bawiąc się. Dwie rakietki, lotka i dwie osoby do gry. Wypadło na mamusię. Nie mogłam odmówić. Stanęłam na wysokości zadania, chociaż nie było łatwo. Chwiałam się jak drzewo na wietrze, bałam się, że jeden fałszywy ruch, będzie po mnie i gruchnę na ziemię, ale nie poddałam się. Badminkton w moim wydaniu wyglądał przekomicznie, bo stałam w miejscu i odbijałam tylko lotkę, ale moje dziecko miało ogromną radość z tego, że gra z mamusią. Komentarz do tej naszej wspólnej zabawy był niesamowity. W pewnym momencie Emilka mówi: „Oooo, cool’awa gra!!!”. A uśmiech na jej twarzy był bezcenny!

I za to ją kocham!!!

 

Na każdym etapie mojej niepełnosprawności i mojej rehabilitacji towarzyszyła mi córka. To ona była promykiem słońca, który rozświetlał pochmurne dni mojego egzystowania. Od początku była ze mną, a ja z nią. Każda minuta spędzona razem była dla mnie jak godzina w gabinecie u psychologa. To ona dawała mi siłę do przetrwania najtrudniejszych momentów i kryzysów. To dla niej żyję i ciągle chcę coś robić ze swoim kalekim ciałem i życiem. To dla niej codziennie zmieniam się w lepszą mamę i lepszego człowieka. To wszystko dla niej ….

Łezka w oku.

Łezka w oku się zakręciła, kiedy moja córka dawała mi prezent z okazji Dnia Mamy. Własnoręcznie napisaną książkę o mamie. Zna moje myśli, moje marzenia i upodobania. Jest wdzięczna za to, co dla niej, lub razem z nią robię. I czasami jeszcze pyta: ” Mamusiu, kiedy wyzdrowiejesz?” Co w takiej chwili jej odpowiedzieć? Mówię po prostu prawdę, że „Nie wiem.”, lub „Chyba już nigdy.”.

Tak, moja córka ma niepełnosprawną mamę. Ale nie miałam wpływu na to, że akurat mnie dotknęła ta przypadłość. Wylew, wypadek lub inna choroba, która może spowodować kalectwo tak naprawdę może dotknąć każdego z nas.  W obliczu tego, co się działo w ostatnich tygodniach w Sejmie czuję smutek i żal do ludzi, którzy w niepochlebny sposób wypowiadali się o tej całej sytuacji. Niepełnosprawni, nieważne czy to dziecko, matka, ojciec zasługują na godne życie, byt i funkcjonowanie. I naprawdę w MOJEJ sytuacji przeżycie miesiąca za nieco ponad 1.000 PLN renty (którą i tak przyznano mi czasowo do listopada br.) to jest upokarzające i urągające godności ludzkiej, bo w tej chwili nie jestem jeszcze w stanie pracować zawodowo. Nie mając pomocy finasowej od rodziny i pieniędzy z fundacji AVALON na leczenie i rehabilitację,  mogłabym gnić w łóżku, czekając na śmierć.

Jestem zbulwersowana komentarzami osób w internecie,  które piszą, że już nigdy nie przekażą 1% na niepełnosprawnych, bo to banda darmozjadów, śmierdziuchów, do roboty niech się wezmą itp. A ja proponuję, aby na jeden dzień pojechali do szpitala na oddział rehabilitacyjny, neurologiczny, do hospicjum, do domu, gdzie jest osoba niezdolna do samodzielnej egzystencji i pomogli w opiece.

Moja rodzina kilka miesięcy po wylewie też zmieniała mi pampersy, myła mnie, ubierała, karmiła. Dodatkowo było kilkumiesięczne dziecko, które też potrzebowało stałej uwagi. Było bardzo ciężko. Mąż i babcie sami sobie radzili.

Teraz też wymagam opieki. Moja córka widzi to wszystko i stara się też mi pomagać w takim zakresie w jakim ona – jako małe dziecko – może. Nie chcę jednak, aby przez moje trudności w egzystowaniu straciła dzieciństwo, beztroskę i radość życia. Robię co w mojej mocy, aby być osobą jak najmniej uciążliwą dla otoczenia, co nie oznacza, że nie mam swoich potrzeb, marzeń i pragnień. Nie mogę udawać, że nie istnieję!

***

Córeczko, też chcę być wreszcie sprawna, nie liczyć na łaskę Państwa, fundacji i innych! Chcę pójść z Tobą na zakupy do sklepu, do biblioteki, na basen, na spacer. Tylko my dwie. TY i JA ….

***

Nie chcę jednak, aby to zabrzmiało jako wyraz mojej frustracji i żalu. Nie. Ja cieszę się każdym dniem jakkolwiek on wygląda. W większości przypadków spotykam się z życzliwością, pomocą i dobrocią. Dziękuję wszystkim, którzy tacy są wobec słabszych!

 

Piękny prezent!

***

… córeczko, też Cię kocham …

… i to już nie tylko jedna łezka, ale krople łez kapią na klawiaturę komputera ….

… trzeba oczyścić atmosferę i swoje myśli … płaczę! Możesz razem ze mną!